piątek, 27 lutego 2015

100 wyświetleń ! ;D

Dziękuje Wam za aż 100 wyświetleń ! Jest to dla mnie naprawdę dużo. Bardzo się z tego powodu cieszę i chcę aby blog rozwijał się dalej ! Jeszcze raz dziękuje.
                                                                                                    Pozdrawiam, Kiyeek

poniedziałek, 23 lutego 2015

Rozdział 2 - "I znowu misja"

 W tym właśnie momencie przerwała mi koncha. Nie był to zwykły dźwięk, który słyszymy kiedy jest śniadanie, obiad lub kolacja, był to dźwięk ogłaszający zebranie grupowych.
 - Może lepiej chodźmy, to jakaś ważna sprawa skoro Chejron zwołuje nas w wolnym czasie. - powiedziała przez zęby córka Afrodyty.
 - Tak, masz rację - zgodziłem się i pobiegliśmy w stronę Wielkiego Domu.
 Kiedy wszyscy grupowi się już zebrali usiadłem pomiędzy Annabeth i Leonem. Wszyscy pomrukiwali coś, że może szykuje się jakaś misja, albo Kronos chce znów się odrodzić, podczas gdy ja i Connor Hood - grupowy domku Hermesa - rzucaliśmy sobie jabłkami przez całą odległość stołu.
 - Proszę o ciszę. - powiedział Chejron, było po nim widać, że jest zmartwiony. W tym momencie wpatrywał się we mnie i Annabeth, jakby miał mówić tylko do nas - Pamiętacie misję w Labiryncie, prawda ? No więc okazało się, że jedna z wielu części, nie zapadła się i Artemida wyruszyła sprawdzić czy nie ma w nim żadnych potworów. Zgubiła swoją ulubioną broń, czyli Łuk...
 - Czyli misja ? - przerwała Chejronowi Clarisse
 - Tak, właśnie chciałem ogłosić, iż na misję znów wyruszy Annabeth, oczywiście dobierz sobie towarzyszy.  
 Chase wpatrywała się w każdego mądrym wzrokiem, aby wybrać kogo zabierze.
 - Percy ?
 - Aha ?
 - Idziesz ze mną, prawda ?
 - Nie wiem.
 - Przecież zawsze idziemy na misje razem !
 - No tak, ale to znów będzie Labirynt.
 - Czyli się boisz Glonomóżdżku ?
 - W życiu !
 - W takim razie idziesz ze mną ?
 - Hm... Zostawić cię na pastwę losu samą w Labiryncie ? Nie ma mowy !
 Podczas naszej rozmowy, wszyscy patrzyli to na mnie, to na Annabeth.
 - Okej, możesz wybrać sobie jeszcze jedną osobę, lecz teraz zanim ją wybierzesz, pójdziesz do Rachel po przepowiednię.
 Szczerze ? Martwiłem się o Ann, po raz drugi poszła po przepowiednie. Jeżeli zwariuje ? Jeżeli opęta ją coś ? Nie chcę, aby coś jej się stało. Bogowie ! Co ja wygaduje ? Przecież już jej nie kocham ! Chyba, że tylko sobie wymyśliłem, że jej nie kocham. 
 Moje przemyślenia przerwał Chejron, który widząc moją minę uśmiechnął się blado i powiedział :
 - Percy, nie martw się. Wszystko będzie dobrze, razem wychodziliście już z gorszych sytuacji i misji.
 - Tak, ale Ann jest już drugi raz u Wyroczni. Jak ją coś opęta, albo ona zwariuje, nie daruje sobie tego.
 W tym momencie Annabeth wróciła od Wyroczni. Musiałem naprawdę długo myśleć.
 - I co ? - spytaj nasz koordynator.
 Annabeth usiadła i zaczęła mówić :
                   Ateny dziecię na misje wyruszy,
                 Odnajdzie co zgubione i zwróci,
                 Pomoże jej oceanu zew i miłość gołębia,
                 Jedno z trzech zginie ratunku szukając.
 - Teraz wyjaśnijmy przepowiednie. Ktoś ma coś do powiedzenia ?
- Większość jest oczywista, "Ateny dziecię na misje wyruszy", czyli Annabeth. - powiedziałem
 - "Odnajdzie co zgubione i zwróci", czyli znajdziecie Łuk Artemidy  i jej oddacie. - ku mojemu zdziwieniu wyjaśnił to Connor.
 - "Pomoże jej oceanu zew i miłość gołębia", Chejron wiedział, że Annabeth wybierze mnie dlatego mogła to zrobić przed pójściem do Wyroczni. Zew oceanu to w przenośni ja, a miłość gołębia to jakieś dziecko Afrodyty.
 - Nie wiemy tylko, które w Was zginie i jakiego ratunku. - tym razem dokończyła Clarisse.
 - Dobrze, Annabeth kogo wybierasz jako trzeciego towarzysza ? Pamiętaj, że musi to być dziecko Afrodyty.
 Annabeth wyglądała jakby nie była obecna, zapewne rozmyślała już czym pojedziemy, kiedy, gdzie się najpierw udamy i kiedy zrobimy przerwy.
 - Hej, Annabeth. - szturchnąłem ją - Chejron pyta kogo bierzesz jeszcze na misje.
 - Co ? Tak, jasne. Hmm... Jeszcze nie wiem.
 - Dobrze, masz czas do ogniska, wtedy poinformujemy resztę obozowiczów o misji i wybierzesz któreś z dzieci Afrodyty. Możecie się rozejść.
 Siedziałem z Annabeth w moim domku. Chciałem zacząć temat misji, ale mnie wyprzedziła.
 - Przepraszam Percy. - powiedziała.
 - Za co ? - zdziwiłem się.
 - Za to, że wybrałam cie na misje. Któreś z nas może zginąć, a ja cie tylko niepotrzebnie naraziłam.
 - Dobra, po pierwsze i tak nie miałaś wyboru, bo jestem jedynym dzieckiem Posejdona, a po drugie i tak bym ci pomógł, w każdej sytuacji i każdej chwili.
 Po jej policzku spłynęła pojedyncza łza. Wstałem i usiadłem obok niej. Kolejna łza. Przytuliłem ją i zacząłem pocieszać :
 - Żadne z nas nie zginie. Będziemy się trzymać razem tak blisko jak się tylko da.
 - Dziękuje. - wyszeptała i mocniej się do mnie przytuliła.
 Poczułem się okropnie. Myślałem, że jej nie kocham, chciałem z nią zerwać tylko dlatego, bo coś sobie ubzdurałem. Nie chciałem już o tym myśleć, postanowiłem wyrzucić to z głowy.
 - O czym myślisz ? - spytała Ann.
 - O niczym. - skłamałem.
 Siedzieliśmy w swoich objęciach jeszcze długo, ale przerwała nam koncha na kolacje. Odprowadziłem Annabeth do jej stolika i pocałowałem w policzek. Gdy usiadłem przy swoim stole zamówiłem niebieskie naleśniki i sok jabłkowy. W czasie kolacji Chejron ogłosił nam, że na ognisku będzie omawiana misja dlatego wszyscy mają być na nim obecni. 
 Siedzieliśmy już przy ognisku, no przynajmniej inni siedzieli, razem z Annabeth i Chejronem musieliśmy stać i tłumaczyć przepowiednię i na czym będzie polegała misja. Kiedy nadszedł czas wybierania ostatniej osoby na misje, Annabeth spytała się czy jest ktoś chętny. Na moje nieszczęście zgłosiła się Piper. Tak, była moją przyjaciółką, ale nie miałem ochoty kończyć z nią rozmowy, w której powiedziałem jej, że nie kocham Annabeth. Znowu narobiłem sobie tylko kłopotów, jak nie dostane w łeb od Annabeth to na pewno zrobi to Piper, bo pomyśli, że ją okłamałem. Co w sumie było prawdą. Znaczy prawdą było że ją okłamałem, a nie że nie kocham Annabeth.
 - Dobrze więc, myślę, że wszystko obie wyjaśniliśmy, możecie się rozejść. 
 No super ! Tak się zamyśliłem, że nie wiem kiedy wyruszamy, ani nawet o której. Muszę się spytać o to Annabeth, może ma rację kiedy nazywa mnie Glonomóżdżkiem.
 - Glonomóżdżku wyruszamy jutro o 6:30, przyjdę do ciebie jutro koło 5:00 i powiem resztę. Teraz idź się spakować i odpoczywaj, bo przyjde równo o piątej. - pocałowała mnie w policzek i pobiegła do swojego domku. Jak powiedziała Annabeth tak zrobiłem.

~~~~~~~~~
 Rozdział dedykuje mojej kuzynce, która tak jak ja nie umie wymyślać przepowiedni :D. Wiem, że przepowiednia się nie rymuje i jest bardzo rozumiała, ale nie potrafię pisać przepowiedni ;D.

Od dzisiaj "Kobieta zmienną jest" będę traktować na poważnie, tak jak napisałam w poprzednim poście ( http://przygodypercyego.blogspot.com/2015/02/wazne.html ) jednak decyduje się na pisanie Percabeth.

Pozdrawiam ! :D

Ważne !

Pod ostatnim postem napisałam, że nie będę pisać o Percabeth, ale ponieważ nie mogłam się zdecydować czy naprawdę nie chce o nich pisać, to wyszło jednak na to, że Percy będzie z Annabeth i nie kocha nikogo innego. Jednakże nie będzie to blog w którym co drugie zdanie dialogu będzie brzmiało : "Kocham Cię". Myślę, że spodoba się to bardziej niż Pipercy, o których miałam pisać.
                                                                                Pozdrawiam ! :D

czwartek, 12 lutego 2015

Rozdział I - "Nie czuje do niej nic więcej niż przyjaźń..."

Minął niecały rok od czasu pokonania Kronosa, niecały rok od kiedy Annabeth i ja zostaliśmy parą, ale nie czułem się teraz tak, jak wtedy, podczas tego pocałunku pod wodą... Nie kochałem jej, kochałem kogoś innego. Właśnie myślałem o tym jak powiedzieć Ann, że nie czuje nic oprócz przyjaźni i jak powiedzieć dziewczynie, którą naprawdę kocham, że chce z nią chodzić, kiedy z zamyśleń wyrwał mnie krzyk Clarisse, wiedziałem już, że muszę uciekać.
 - Ratunku ! Ona zwariowała ! - krzyczałem mając nadzieję, że ktoś mnie usłyszy.
 - Tak łatwo się nie wywiniesz Jackson ! Wracaj tu i walcz jak mężczyzna ! - zabrzmiał za mną głos Clarisse.
Pewnie spytacie co takiego zrobiłem, że Clarisse chce mnie zabić ? Ogólnie ostatnio jakoś się pogodziliśmy, ale dzisiaj napadła ją tak zwana furia "Jackson masz pięć sekund na ucieczkę", często się zdarza aby jakąś dziewczynę z obozu właśnie napadła ta "choroba". Oczywiście najczęściej przytrafia się to Ann, Clarisse i Thalii, ale odchodzi równie szybko jak przychodzi.
 - Clarisse ! Zostaw Percy'ego i wracaj na trening ! - ku mojemu zadowoleniu krzyknęła to Piper, córka Afrodyty. Bardzo łatwo ulec jej czaromowie, więc tak jak myślałem La Rue odbiegła.
 - Dzięki, nie wiem co by mi się stało gdyby nie ty. - podziękowałem
 - Percy, co znów zrobiłeś ?
 - Dlaczego wina jest zawsze po mojej stronie ?!
 - Nie bez powodu większość dziewczyn wpada ostatnio w "JMPSNU"*zauważyłeś ? Więc co takiego zrobiłeś?
 - Skąd mam wiedzieć, dziewczyny po prostu się na mnie rzucają z bronią ! Jesteś chyba jedyną dziewczyną, która nie miała jeszcze furii na mnie.
 - Przyzwyczaiłam się do ciebie, wiedząc, że mój domek ma razem z twoim treningi i jesteśmy przyjaciółmi było to dość łatwe.
Zaczęliśmy się śmiać, pewnie byśmy poupadali ze śmiechu, gdyby nie to, że kolejna dziewczyna wpadła w furię.
 - Jackson masz pięć sekund na ucieczkę, albo przerobie cię na owsiankę ! - to była Katie Gardner, chyba za dużo odziedziczyła po matce, bo zaczyna mieć świra na punkcie owsianki.
 - Chyba powinieneś uciekać, ona nie żartuje - zaśmiała się Piper
 - Czyli co nie pomożesz mi ? - w odpowiedzi posłała mi ten swój uroczy, ale i okrutny uśmiech - No,dzięki Pipes, myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi. 
 Po jakiejś godzinie udało mi się jej uciec bez szwanku. Postanowiłem poszukać Piper, musiałem się zemścić za to, że nie pomogła mi w ucieczce przed Katie. To bardzo dziwne, ale mała, chuderlawa dziewczyna zajmująca się kwiatami może być aż taka podła. Do dzisiaj Grover ma ziemie we włosach. Zobaczyłem Leona i postanowiłem się spytać czy nie widział gdzieś Piper.
 - Hej Aquamenie ! Piper cie szuka, mówi, że to jakaś ważna sprawa. Lepiej się pośpiesz, bo smutna córka Afrodyty to rzadki widok.
 - Okej, a nie wiesz gdzie poszła ?
 - Powiedziała, że będziesz wiedział, ale mogę ci podpowiedzieć, że szła w stronę największego drzewa w lesie.
 - Wielkie dzięki Leo.
Pobiegłem w stronę miejsca gdzie razem z Piper rozmawialiśmy kiedy mieliśmy jakieś problemy lub kiedy chcieliśmy uciec od obozowego gwaru. Zobaczyłem ją jak siedzi z kolanami podciągniętymi do piersi wpatrującą się w oddaloną lekko zatokę Long Island. Kiedy mnie zauważyła, spuściła mi sznurową drabinkę, abym mógł wejść na drewnianą kładkę wiszącą na gałęziach ogromnego drzewa. Chwilę się nie odzywaliśmy, ale widziałem że Piper próbuje coś powiedzieć, więc w ostatniej chwili postanowiłem nie dać jej na to szansy.
 - Piper... Muszę ci coś powiedzieć...
 - Percy ? Coś się stało ?
 - No bo wiesz, że jestem z Annabeth tak ? Tylko, że ja... Nie czuje do niej nic więcej niż przyjaźń... - już dawno chciałem to komuś powiedzieć, wreszcie nadarzyła się okazja, aby powiedzieć to wszystko Piper. 
 - Co ty mówisz ? Myślałam, że ją kochasz. - wydawało mi się, że w jej oczach jakby błysnęła radość
 - Nie. Tak jak już powiedziałem, nie czuje do niej nic poza przyjaźnią. Wiesz, tak właściwie to kocham kogoś innego...
================================================
*JMPSNU - skrót od "Jackson masz pięć sekund na ucieczkę"


Wreszcie napisałam pierwszy rozdział ! Jestem z siebie dumna pomimo tego, że nie wyszło tak jak chciałam. Mam nadzieję, że się spodoba i nie ma aż tak wielu błędów.
Od razu przepraszam wszystkich fanów Percabeth, ale ja sobie postanowiłam, że jest już za dużo fanfiction o nich, więc postanowiłam napisać o innym parringu niż właśnie oni. Wkrótce się dowiecie jaki to będzie parring, ale zapewne się już domyślacie.

wtorek, 3 lutego 2015

    Byliście kiedyś w najwspanialszym miejscu na Ziemi ? Nie ? To znaczy, że nie jesteście Herosami, więc zamierzam opowiedzieć Wam moje przygody w Obozie Herosów ! 
    Zacznijmy więc od podstaw, nazywam się Percy Jackson, jestem synem Posejdona, w tamtym roku uratowałem świat...
    - Czekaj, czekaj..! Powiedziałeś "synem Posejdona"? Przecież to tylko mity ! Zacznij się leczyć, bo coś jest nie tak !
Och, no tak zapomniałem wspomnieć, że Bogowie Greccy to wcale nie mity, żyją teraz pośród nas i mają dzieci ze śmiertelnikami. Nazywamy się półbogowie, herosi, ewentualnie "dzieciarnia" jak to mówi Pan D., czyli inaczej Dionizos, który otrzymał karę i przez jeszcze jakiś czas będziemy musieli go znosić. No, wracajmy do tematu, jest nas dużo jak na XXI wiek.
    - Dobra ! Skończ już z tymi półbogami ! Już wszystko rozumiem. Opowiedz nam jeszcze coś o swoim życiu, przyjaciołach, rodzinie.
Hmm.. No to tak, w moim życiu nie układa się to najlepiej jak wam się wydaje. Od dwunastego roku życia co wakacje jeżdżę na misje, tylko raz zdarzyło się to podczas ferii. Mam dziewczynę Annabeth - córkę Ateny. Mam także całkiem dużo przyjaciół i kumpli, których poznacie zapewne podczas którychś z moich opowieści.
    - No okej, ale jeżeli jesteś synem Posejdona, to masz pewnie jakieś moce nie ?
Tak. Potrafię panować nad wodą, oddychać pod nią, robić bąble powietrza. Potrafię także rozmawiać z końmi i pegazami, co nie zawsze jest takie przydatne jak się wydaje, a także rybami i innymi stworzeniami wodnymi. Więcej o mnie i moich przygodach dowiecie się w moich późniejszych opowieściach, którymi raczę was zaszczycić. Więc do następnego razu !

____________________________________________________________________
UWAGA! UWAGA! Właśnie postanowiłam zacząć pisać tego oto bloga !
Informuję iż przyjmuje całą krytykę ! Będę poprawiać błędy ortograficzne, a także gramatyczne ! Pamiętajmy, że jest to dopiero PROLOG, a ja doskonałą pisarką nie jestem ! Zaczęłam to pisać ze względu na nadmierność czasu ! No więc mam nadzieje, że przynajmniej fabuła była jako tako do zrozumienia. 
Pozdrawiam.