- Może lepiej chodźmy, to jakaś ważna sprawa skoro Chejron zwołuje nas w wolnym czasie. - powiedziała przez zęby córka Afrodyty.
- Tak, masz rację - zgodziłem się i pobiegliśmy w stronę Wielkiego Domu.
Kiedy wszyscy grupowi się już zebrali usiadłem pomiędzy Annabeth i Leonem. Wszyscy pomrukiwali coś, że może szykuje się jakaś misja, albo Kronos chce znów się odrodzić, podczas gdy ja i Connor Hood - grupowy domku Hermesa - rzucaliśmy sobie jabłkami przez całą odległość stołu.
- Proszę o ciszę. - powiedział Chejron, było po nim widać, że jest zmartwiony. W tym momencie wpatrywał się we mnie i Annabeth, jakby miał mówić tylko do nas - Pamiętacie misję w Labiryncie, prawda ? No więc okazało się, że jedna z wielu części, nie zapadła się i Artemida wyruszyła sprawdzić czy nie ma w nim żadnych potworów. Zgubiła swoją ulubioną broń, czyli Łuk...
- Czyli misja ? - przerwała Chejronowi Clarisse
- Tak, właśnie chciałem ogłosić, iż na misję znów wyruszy Annabeth, oczywiście dobierz sobie towarzyszy.
Chase wpatrywała się w każdego mądrym wzrokiem, aby wybrać kogo zabierze.
Chase wpatrywała się w każdego mądrym wzrokiem, aby wybrać kogo zabierze.
- Percy ?
- Aha ?
- Idziesz ze mną, prawda ?
- Nie wiem.
- Przecież zawsze idziemy na misje razem !
- No tak, ale to znów będzie Labirynt.
- Czyli się boisz Glonomóżdżku ?
- W życiu !
- W takim razie idziesz ze mną ?
- Hm... Zostawić cię na pastwę losu samą w Labiryncie ? Nie ma mowy !
Podczas naszej rozmowy, wszyscy patrzyli to na mnie, to na Annabeth.
- Okej, możesz wybrać sobie jeszcze jedną osobę, lecz teraz zanim ją wybierzesz, pójdziesz do Rachel po przepowiednię.
Szczerze ? Martwiłem się o Ann, po raz drugi poszła po przepowiednie. Jeżeli zwariuje ? Jeżeli opęta ją coś ? Nie chcę, aby coś jej się stało. Bogowie ! Co ja wygaduje ? Przecież już jej nie kocham ! Chyba, że tylko sobie wymyśliłem, że jej nie kocham.
Moje przemyślenia przerwał Chejron, który widząc moją minę uśmiechnął się blado i powiedział :
- Percy, nie martw się. Wszystko będzie dobrze, razem wychodziliście już z gorszych sytuacji i misji.
- Tak, ale Ann jest już drugi raz u Wyroczni. Jak ją coś opęta, albo ona zwariuje, nie daruje sobie tego.
W tym momencie Annabeth wróciła od Wyroczni. Musiałem naprawdę długo myśleć.
- I co ? - spytaj nasz koordynator.
Annabeth usiadła i zaczęła mówić :
Ateny dziecię na misje wyruszy,
Odnajdzie co zgubione i zwróci,
Pomoże jej oceanu zew i miłość gołębia,
Jedno z trzech zginie ratunku szukając.
- Teraz wyjaśnijmy przepowiednie. Ktoś ma coś do powiedzenia ?
- Większość jest oczywista, "Ateny dziecię na misje wyruszy", czyli Annabeth. - powiedziałem
- "Odnajdzie co zgubione i zwróci", czyli znajdziecie Łuk Artemidy i jej oddacie. - ku mojemu zdziwieniu wyjaśnił to Connor.
- "Pomoże jej oceanu zew i miłość gołębia", Chejron wiedział, że Annabeth wybierze mnie dlatego mogła to zrobić przed pójściem do Wyroczni. Zew oceanu to w przenośni ja, a miłość gołębia to jakieś dziecko Afrodyty.
- Nie wiemy tylko, które w Was zginie i jakiego ratunku. - tym razem dokończyła Clarisse.
- Dobrze, Annabeth kogo wybierasz jako trzeciego towarzysza ? Pamiętaj, że musi to być dziecko Afrodyty.
Annabeth wyglądała jakby nie była obecna, zapewne rozmyślała już czym pojedziemy, kiedy, gdzie się najpierw udamy i kiedy zrobimy przerwy.
- Hej, Annabeth. - szturchnąłem ją - Chejron pyta kogo bierzesz jeszcze na misje.
- Co ? Tak, jasne. Hmm... Jeszcze nie wiem.
- Dobrze, masz czas do ogniska, wtedy poinformujemy resztę obozowiczów o misji i wybierzesz któreś z dzieci Afrodyty. Możecie się rozejść.
Siedziałem z Annabeth w moim domku. Chciałem zacząć temat misji, ale mnie wyprzedziła.
- Przepraszam Percy. - powiedziała.
- Za co ? - zdziwiłem się.
- Za to, że wybrałam cie na misje. Któreś z nas może zginąć, a ja cie tylko niepotrzebnie naraziłam.
- Dobra, po pierwsze i tak nie miałaś wyboru, bo jestem jedynym dzieckiem Posejdona, a po drugie i tak bym ci pomógł, w każdej sytuacji i każdej chwili.
Po jej policzku spłynęła pojedyncza łza. Wstałem i usiadłem obok niej. Kolejna łza. Przytuliłem ją i zacząłem pocieszać :
- Żadne z nas nie zginie. Będziemy się trzymać razem tak blisko jak się tylko da.
- Dziękuje. - wyszeptała i mocniej się do mnie przytuliła.
Poczułem się okropnie. Myślałem, że jej nie kocham, chciałem z nią zerwać tylko dlatego, bo coś sobie ubzdurałem. Nie chciałem już o tym myśleć, postanowiłem wyrzucić to z głowy.
- O czym myślisz ? - spytała Ann.
- O niczym. - skłamałem.
Siedzieliśmy w swoich objęciach jeszcze długo, ale przerwała nam koncha na kolacje. Odprowadziłem Annabeth do jej stolika i pocałowałem w policzek. Gdy usiadłem przy swoim stole zamówiłem niebieskie naleśniki i sok jabłkowy. W czasie kolacji Chejron ogłosił nam, że na ognisku będzie omawiana misja dlatego wszyscy mają być na nim obecni.
Siedzieliśmy już przy ognisku, no przynajmniej inni siedzieli, razem z Annabeth i Chejronem musieliśmy stać i tłumaczyć przepowiednię i na czym będzie polegała misja. Kiedy nadszedł czas wybierania ostatniej osoby na misje, Annabeth spytała się czy jest ktoś chętny. Na moje nieszczęście zgłosiła się Piper. Tak, była moją przyjaciółką, ale nie miałem ochoty kończyć z nią rozmowy, w której powiedziałem jej, że nie kocham Annabeth. Znowu narobiłem sobie tylko kłopotów, jak nie dostane w łeb od Annabeth to na pewno zrobi to Piper, bo pomyśli, że ją okłamałem. Co w sumie było prawdą. Znaczy prawdą było że ją okłamałem, a nie że nie kocham Annabeth.
- Dobrze więc, myślę, że wszystko obie wyjaśniliśmy, możecie się rozejść.
No super ! Tak się zamyśliłem, że nie wiem kiedy wyruszamy, ani nawet o której. Muszę się spytać o to Annabeth, może ma rację kiedy nazywa mnie Glonomóżdżkiem.
- Glonomóżdżku wyruszamy jutro o 6:30, przyjdę do ciebie jutro koło 5:00 i powiem resztę. Teraz idź się spakować i odpoczywaj, bo przyjde równo o piątej. - pocałowała mnie w policzek i pobiegła do swojego domku. Jak powiedziała Annabeth tak zrobiłem.
~~~~~~~~~
Rozdział dedykuje mojej kuzynce, która tak jak ja nie umie wymyślać przepowiedni :D. Wiem, że przepowiednia się nie rymuje i jest bardzo rozumiała, ale nie potrafię pisać przepowiedni ;D.
Od dzisiaj "Kobieta zmienną jest" będę traktować na poważnie, tak jak napisałam w poprzednim poście ( http://przygodypercyego.blogspot.com/2015/02/wazne.html ) jednak decyduje się na pisanie Percabeth.
Pozdrawiam ! :D
Hej, zapraszam na nowy, 14 rozdział, na moim blogu. Bardzo proszę o zwrócenie uwagi na notke na końcu. Z góru thx.
OdpowiedzUsuńLenka Jackson
Czyżby dzieckiem Afrodyty była Piper .
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny rozdział .