czwartek, 12 lutego 2015

Rozdział I - "Nie czuje do niej nic więcej niż przyjaźń..."

Minął niecały rok od czasu pokonania Kronosa, niecały rok od kiedy Annabeth i ja zostaliśmy parą, ale nie czułem się teraz tak, jak wtedy, podczas tego pocałunku pod wodą... Nie kochałem jej, kochałem kogoś innego. Właśnie myślałem o tym jak powiedzieć Ann, że nie czuje nic oprócz przyjaźni i jak powiedzieć dziewczynie, którą naprawdę kocham, że chce z nią chodzić, kiedy z zamyśleń wyrwał mnie krzyk Clarisse, wiedziałem już, że muszę uciekać.
 - Ratunku ! Ona zwariowała ! - krzyczałem mając nadzieję, że ktoś mnie usłyszy.
 - Tak łatwo się nie wywiniesz Jackson ! Wracaj tu i walcz jak mężczyzna ! - zabrzmiał za mną głos Clarisse.
Pewnie spytacie co takiego zrobiłem, że Clarisse chce mnie zabić ? Ogólnie ostatnio jakoś się pogodziliśmy, ale dzisiaj napadła ją tak zwana furia "Jackson masz pięć sekund na ucieczkę", często się zdarza aby jakąś dziewczynę z obozu właśnie napadła ta "choroba". Oczywiście najczęściej przytrafia się to Ann, Clarisse i Thalii, ale odchodzi równie szybko jak przychodzi.
 - Clarisse ! Zostaw Percy'ego i wracaj na trening ! - ku mojemu zadowoleniu krzyknęła to Piper, córka Afrodyty. Bardzo łatwo ulec jej czaromowie, więc tak jak myślałem La Rue odbiegła.
 - Dzięki, nie wiem co by mi się stało gdyby nie ty. - podziękowałem
 - Percy, co znów zrobiłeś ?
 - Dlaczego wina jest zawsze po mojej stronie ?!
 - Nie bez powodu większość dziewczyn wpada ostatnio w "JMPSNU"*zauważyłeś ? Więc co takiego zrobiłeś?
 - Skąd mam wiedzieć, dziewczyny po prostu się na mnie rzucają z bronią ! Jesteś chyba jedyną dziewczyną, która nie miała jeszcze furii na mnie.
 - Przyzwyczaiłam się do ciebie, wiedząc, że mój domek ma razem z twoim treningi i jesteśmy przyjaciółmi było to dość łatwe.
Zaczęliśmy się śmiać, pewnie byśmy poupadali ze śmiechu, gdyby nie to, że kolejna dziewczyna wpadła w furię.
 - Jackson masz pięć sekund na ucieczkę, albo przerobie cię na owsiankę ! - to była Katie Gardner, chyba za dużo odziedziczyła po matce, bo zaczyna mieć świra na punkcie owsianki.
 - Chyba powinieneś uciekać, ona nie żartuje - zaśmiała się Piper
 - Czyli co nie pomożesz mi ? - w odpowiedzi posłała mi ten swój uroczy, ale i okrutny uśmiech - No,dzięki Pipes, myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi. 
 Po jakiejś godzinie udało mi się jej uciec bez szwanku. Postanowiłem poszukać Piper, musiałem się zemścić za to, że nie pomogła mi w ucieczce przed Katie. To bardzo dziwne, ale mała, chuderlawa dziewczyna zajmująca się kwiatami może być aż taka podła. Do dzisiaj Grover ma ziemie we włosach. Zobaczyłem Leona i postanowiłem się spytać czy nie widział gdzieś Piper.
 - Hej Aquamenie ! Piper cie szuka, mówi, że to jakaś ważna sprawa. Lepiej się pośpiesz, bo smutna córka Afrodyty to rzadki widok.
 - Okej, a nie wiesz gdzie poszła ?
 - Powiedziała, że będziesz wiedział, ale mogę ci podpowiedzieć, że szła w stronę największego drzewa w lesie.
 - Wielkie dzięki Leo.
Pobiegłem w stronę miejsca gdzie razem z Piper rozmawialiśmy kiedy mieliśmy jakieś problemy lub kiedy chcieliśmy uciec od obozowego gwaru. Zobaczyłem ją jak siedzi z kolanami podciągniętymi do piersi wpatrującą się w oddaloną lekko zatokę Long Island. Kiedy mnie zauważyła, spuściła mi sznurową drabinkę, abym mógł wejść na drewnianą kładkę wiszącą na gałęziach ogromnego drzewa. Chwilę się nie odzywaliśmy, ale widziałem że Piper próbuje coś powiedzieć, więc w ostatniej chwili postanowiłem nie dać jej na to szansy.
 - Piper... Muszę ci coś powiedzieć...
 - Percy ? Coś się stało ?
 - No bo wiesz, że jestem z Annabeth tak ? Tylko, że ja... Nie czuje do niej nic więcej niż przyjaźń... - już dawno chciałem to komuś powiedzieć, wreszcie nadarzyła się okazja, aby powiedzieć to wszystko Piper. 
 - Co ty mówisz ? Myślałam, że ją kochasz. - wydawało mi się, że w jej oczach jakby błysnęła radość
 - Nie. Tak jak już powiedziałem, nie czuje do niej nic poza przyjaźnią. Wiesz, tak właściwie to kocham kogoś innego...
================================================
*JMPSNU - skrót od "Jackson masz pięć sekund na ucieczkę"


Wreszcie napisałam pierwszy rozdział ! Jestem z siebie dumna pomimo tego, że nie wyszło tak jak chciałam. Mam nadzieję, że się spodoba i nie ma aż tak wielu błędów.
Od razu przepraszam wszystkich fanów Percabeth, ale ja sobie postanowiłam, że jest już za dużo fanfiction o nich, więc postanowiłam napisać o innym parringu niż właśnie oni. Wkrótce się dowiecie jaki to będzie parring, ale zapewne się już domyślacie.

2 komentarze:

  1. Och...Rozdział świetny, boski! Domyślam się, że chodzi o Piper, ale nie mogę być pewna. Trochę mi szkoda Percabeth, ale jak już tak zrobiłaś to zrób tak, żeby była jakaś kłótnia między Percy'm i Ann. Emocje!
    O i następny rozdział postaraj się napisać nieco dłuższy!
    Powodzenia!
    Zapraszam do mnie!
    Co ty na obserwacja za obserwację?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje, nawet nie wiesz jak mi miło. Pomyśle nad kłótnią, ale rozdziały pisze w ogóle się nie zastanawiając co chce napisać.

      Usuń